Młody Franciszek czule obejmuje człowieka z zabandażowanymi dłońmi na drodze poniżej Asyżu
← Życie Franciszka

Życie Świętego Franciszka · Rozdział IV

Uścisk, który zwyciężył lęk

Franciszek bał się ludzi dotkniętych trądem. Spotkanie na drodze przemieniło odrazę w miłosierdzie — a gorycz zaczęła stawać się słodyczą.

Była droga, której unikał

Poniżej murów Asyżu biegły drogi, którymi Franciszek wolał nie chodzić. Niektóre prowadziły do miejsc zamieszkiwanych przez ludzi dotkniętych trądem.

W średniowieczu słowem trąd określano kilka widocznych chorób skóry. Chorzy cierpieli nie tylko fizycznie. Wielu oddzielano od miasta, rodziny, pracy, a nawet od życia Kościoła. Traktowano ich tak, jakby choroba wymazała ich imiona.

Franciszek czuł lęk i odrazę. Wiele lat później sam napisał w swoim Testamencie, że widok ludzi z trądem wydawał mu się bardzo gorzki. To wyznanie jest cenne, ponieważ nie przedstawia świętego jako człowieka, który urodził się bez lęku. Przyznał prawdę: przez długi czas chciał zachować dystans.

Być może zasłaniał nos, gdy przejeżdżał z dala od schronisk. Może poganiał konia. Najstarsi biografowie podają takie szczegóły, lecz najważniejsze pochodzi od samego Franciszka: nie chciał się zbliżać.

Człowiek, który pewnego dnia nazwie wszystkie stworzenia braćmi i siostrami, dopiero uczył się nazywać bratem drugiego człowieka.

Kiedy lęk stanął przed nim

Pewnego dnia, jadąc przez równinę, Franciszek zobaczył zbliżającego się człowieka chorego na trąd.

Jego ciało zapewne zareagowało, zanim zdążył pomyśleć. Tak działa lęk: ściska pierś, usztywnia ramiona i szuka drogi ucieczki. Otwarta droga nagle wydaje się wąska. Pierwszym odruchem jest skręcić, zawrócić albo szybko minąć człowieka.

Franciszek mógł pojechać dalej. Nikt w mieście by go za to nie potępił. Zachowanie dystansu uważano za coś normalnego.

On jednak się zatrzymał.

Nie wiemy, jak długo trwała ta chwila. Być może tylko moment. W jego wnętrzu mieściły się jednak dwie całe drogi. Jedna była drogą dawną: chroń siebie, nie patrz i pozostaw drugiego człowieka samego. Druga nie miała jeszcze nazwy.

Franciszek zsiadł z konia.

Wczesne relacje mówią, że ofiarował monetę i ucałował człowieka. Tradycja opisuje ten gest także jako uścisk. Nie musimy wyobrażać sobie idealnej sceny pozbawionej drżenia. Odwaga nie jest brakiem lęku. Jest odmową oddania lękowi całej decyzji o tym, co zrobimy.

Twarz, nie choroba

Z bliska Franciszek nie mógł już widzieć jedynie „trędowatego”. Zobaczył człowieka.

Człowieka z oczami, głosem, wspomnieniami i historią. Kogoś, kto zapewne znał odgłos oddalających się kroków. Kogoś, kto kiedyś miał dom, zabawy i bliskich. Kogoś, kto nie utracił swojej wartości, nawet gdy niemal wszyscy zachowywali się tak, jakby jej nie miał.

Dotykając jego dłoni, Franciszek przekroczył granicę wzniesioną przez miasto.

Uścisk nie uleczył cudownie choroby. Nie zakończył też tamtego dnia niesprawiedliwości doświadczanej przez wszystkich odrzuconych. Rozbroił jednak kłamstwo obecne w sercu Franciszka: kłamstwo, że można kochać Boga, odmawiając zobaczenia cierpiącego człowieka stojącego przed naszymi oczami.

Miłosierdzie zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać: „jak mogę uciec?”, a zaczynamy: „jak mogę podejść bliżej, nie wyrządzając krzywdy?”.

Kto otrzymał więcej w tym spotkaniu: człowiek dotknięty z szacunkiem czy Franciszek, który odkrył nową wolność? Być może obaj.

Gorycz stała się słodyczą

Pod koniec życia Franciszek wspomniał ten czas niezapomnianymi słowami. To, co wcześniej wydawało mu się gorzkie, przemieniło się w słodycz duszy i ciała.

Nie powiedział, że choroba stała się piękna. Nie powiedział, że cierpienie przestało boleć. Słodycz narodziła się z miłosierdzia: z czynienia dobra tam, gdzie strach uczył go uciekać.

Niektóre radości płyną z wygody. Ulubiony posiłek, pieśń albo długo wyczekiwany uścisk mogą przynieść radość. Istnieje jednak również radość z pokonania małego więzienia we własnym wnętrzu. To radość odkrycia, że nie musimy na zawsze słuchać naszych uprzedzeń.

Franciszek odszedł z tego spotkania przemieniony. Droga była ta sama. Asyż nadal stał wysoko na wzgórzu. Koń wciąż czekał. A jednak świat stał się większy: obejmował teraz ludzi, których Franciszek wcześniej próbował nie widzieć.

Od jednego spotkania do wielu kolejnych

Ten gest nie pozostał pojedynczym, pięknym wspomnieniem. Franciszek zaczął odwiedzać miejsca, gdzie mieszkali chorzy. Tomasz z Celano, jego pierwszy biograf, mówi, że zaczął im służyć i pomagać w pielęgnowaniu ich ciał.

Wymagało to czegoś więcej niż nagłego wzruszenia. Wymagało powracania.

Podczas pierwszego spotkania ktoś może czuć się poruszony. Tydzień później zapach, zmęczenie i strach nadal istnieją. Miłosierdzie Franciszka pogłębiło się, ponieważ stało się obecnością i pracą.

Obmywał rany, dzielił się tym, co miał, i pozostawał blisko. Dla dzisiejszych czytelników ważne jest przypomnienie, że opieka nad chorymi wymaga higieny, wiedzy i ochrony. Lekcja nie polega na lekceważeniu zagrożeń. Polega na tym, by nigdy nie używać ostrożności jako wymówki do porzucenia ludzkiej godności.

Franciszek zaczynał pojmować Jezusa w nowy sposób. Chrystusa, którego szukał w modlitwie, można było spotkać także w głodnych, chorych i odrzuconych. Ewangelia nie była już tylko historią słyszaną w kościele. Stała się spotkaniem na drodze.

Uścisk nie usuwa granic

Kochać kogoś nie oznacza zgadzać się na wszystko. Nie wymaga też, by dziecko narażało się na niebezpieczeństwo albo dotykało obcej osoby. Istnieje wiele bezpiecznych sposobów zbliżenia się: spojrzeć z szacunkiem, zwrócić się do kogoś po imieniu, usiąść obok samotnej osoby, odmówić powtarzania okrutnego żartu albo poprosić dorosłego o pomoc, gdy ktoś cierpi.

Gest Franciszka pyta nas, gdzie zbudowaliśmy niepotrzebne odległości.

Czy w szkole jest ktoś, kogo wszyscy unikają? Osoba, która mówi lub porusza się inaczej? Ktoś, kto popełnił błąd i zdaje się na zawsze sprowadzony tylko do tego błędu? Być może naszym pierwszym krokiem nie będzie wielki uścisk. Może będzie nim zrobienie miejsca przy stole, wysłuchanie bez śmiechu albo pytanie: „Chcesz zostać z nami?”.

Małe gesty mogą przywrócić człowiekowi coś ogromnego: poczucie, że nadal ma swoje miejsce w świecie.

Zwycięstwo, którego nikt nie oklaskiwał

Kiedy Franciszek marzył o rycerstwie, wyobrażał sobie zwycięstwo oglądane przez wielu ludzi. Sztandary, muzykę, świętowane imiona.

Na drodze spotkania nie było publiczności. Wielka walka rozegrała się w nim. Po jednej stronie stał dawny lęk. Po drugiej — miłosierdzie stawiające pierwsze kroki.

Franciszek nie pokonał człowieka. Pokonał odległość, która nie pozwalała mu tego człowieka kochać.

Było to zwycięstwo o wiele większe od tych, których szukał na polu bitwy. Rycerz mógł zdobyć miasto i pozostać więźniem własnego serca. Franciszek zaczął stawać się wolny, gdy uklęknął przed kimś, kim świat kazał mu gardzić.

Później pełniej zrozumie znaczenie tej chwili. Jego nawrócenie nie rozpoczęło się od złożonej idei. Zaczęło się, gdy jego ręka przestała odpychać i nauczyła się troszczyć.

Czego uczy nas ten uścisk

Nie każdy lęk jest zły. Niektóre lęki nas chronią i powinniśmy ich słuchać. Inne są jednak karmione plotkami, uprzedzeniami i brakiem spotkania. Pomniejszają drugiego człowieka, a także nasze serca.

Możemy zapytać:

  • Czy widzę całego człowieka, czy tylko różnicę?
  • Czy powtarzam okrucieństwo tylko dlatego, że powtarzają je wszyscy?
  • Czy mogę zbliżyć się bezpiecznie i z szacunkiem?
  • Czy ktoś potrzebuje towarzystwa, ochrony albo uważnego wysłuchania?

Franciszek nie zmienił się dlatego, że znalazł piękną odpowiedź. Zmienił się, ponieważ jego ciało wykonało gest: zatrzymał się, zsiadł i podszedł bliżej.

Miłość także potrzebuje rąk i nóg.

Sekret ukryty na drodze

Przemień gorycz w słodycz.

Pomyśl o odległości zrodzonej ze strachu. Nie musisz dziś pokonać jej całej. Ofiaruj jeden bezpieczny gest szacunku.

Czasem słodycz czeka po drugiej stronie jednego małego kroku.

Dla tych, którzy chcą pójść głębiej

Źródła do tego rozdziału

  1. Testament św. FranciszkaSam Franciszek wspomina gorycz, którą odczuwał, okazane miłosierdzie oraz słodycz zrodzoną z tego spotkania.
  2. Tomasz z Celano — Żywot pierwszy św. FranciszkaWczesna relacja biograficzna o spotkaniu, pocałunku i służbie Franciszka wśród ludzi dotkniętych trądem.
  3. Siedem kluczowych chwil w życiu św. FranciszkaWspółczesne franciszkańskie przedstawienie znaczenia tego wydarzenia.

W swoim *Testamencie* Franciszek potwierdza, że żył miłosiernie wśród osób dotkniętych trądem. Spotkanie z jednym konkretnym człowiekiem, koń, pocałunek i inne szczegóły należą do najstarszych narracji biograficznych oraz tradycji franciszkańskiej.


Nota historyczna: nie znamy imienia spotkanego człowieka ani dokładnej daty. Średniowieczne słowo tłumaczone jako „trędowaty” mogło obejmować różne choroby. Z szacunku ten rozdział nie sprowadza nikogo do choroby i unika drastycznych opisów.