Teraz miał przed sobą mur
Franciszek pozostawił pieniądze, eleganckie stroje i bezpieczeństwo pracy w rodzinnym sklepie. Wezwanie z San Damiano nadal jednak przed nim stało.
„Napraw mój dom”.
Bez wystarczającej liczby monet pozostawało bardzo konkretne zadanie: znaleźć kamienie, wymieszać zaprawę, wznieść drewniane elementy i nauczyć się budować.
Franciszek nie kształcił się na kamieniarza. Jego dłonie znały delikatne tkaniny, zabawy i być może wodze konia. Teraz miały poznać szorstki ciężar wapienia.
Kamień nie ruszy się dlatego, że ktoś doznał pięknego natchnienia. Trzeba się schylić, chwycić go, szukać właściwego miejsca i próbować ponownie. Wiara zrodzona w ciszy kaplicy stała się pyłem na rękawach.
Żebrak proszący o kamienie
Najstarsze żywoty mówią, że Franciszek chodził ulicami Asyżu i prosił o materiały budowlane.
Wołał do ludzi z radością. Jedna tradycja zachowała jego żartobliwą zachętę: kto ofiaruje jeden kamień, otrzyma jedną nagrodę; kto da dwa, będzie miał dwie; kto trzy — trzy.
Nie była to obietnica handlowa. Franciszek mówił jak Boży trubadur, zmieniając prośbę w pieśń. Młody człowiek, który dawniej używał głosu, by przewodzić zabawom, teraz zapraszał całe miasto do odbudowy.
Nie wszyscy byli zachwyceni.
Niektórzy zapewne się śmiali. Inni uważali go za szaleńca. W pokrytym pyłem człowieku trudno było rozpoznać eleganckiego syna Pietra Bernardone. Musiał znosić spojrzenia ludzi znających jego dawne życie.
Każdy otrzymany kamień niósł dwie rzeczy: ciężar materii i czyjeś zaufanie.
Kamień nigdy nie przychodzi sam
Wyobraź sobie kobietę odkładającą kamień ze swojego pola. Robotnika pożyczającego narzędzie. Kogoś przynoszącego wodę. Murarza pokazującego, jak przygotować zaprawę. Źródła nie zapisały imienia każdego pomocnika, lecz taka praca rzadko rodzi się tylko z dwóch rąk.
Historia często mówi, że Franciszek odbudował San Damiano „własnymi rękami”. Oznacza to, że naprawdę pracował, a nie jedynie wydawał polecenia. Nie musi znaczyć, że wszystko zrobił sam.
Praca zaczęła gromadzić małą wspólnotę, zanim pojawili się bracia.
Ktoś dał. Ktoś nauczył. Ktoś podniósł ciężar. Ktoś się śmiał. Ktoś przeszedł obok bez pomocy. A mur rósł.
Franciszek odkrył, że proszenie także może być aktem pokory. Dawniej rodzinne pieniądze pozwalały mu kupować bez zależności od innych. Teraz musiał patrzeć ludziom w oczy i pytać: „Czy weźmiesz w tym udział?”.
Praca, która się modli
Dla Franciszka noszenie kamieni nie było przerwą między chwilami duchowymi. Praca należała do jego odpowiedzi.
Niektóre modlitwy wypowiada się słowami. Inne powstają wtedy, gdy dobrze troszczymy się o otrzymane zadanie.
Mur musi stać mocno. Zaprawa potrzebuje właściwych proporcji. Źle ułożona dachówka może wpuścić deszcz. Robić coś z miłością nie oznacza robić tego niedbale. Staranność także jest formą szacunku.
Franciszek uczył się od materii. Jeden kamień może wydawać się bezużyteczny. Umieszczony właściwie podtrzymuje drugi. Mały pomaga większemu zachować równowagę. Puste miejsca trzeba wypełnić. Żaden mur nie jest mocny, gdy każdy kamień próbuje zająć to samo miejsce.
Była to niemal przypowieść o braterstwie, które miało się dopiero narodzić.
Pokój nie jest murem z identycznych kamieni. Jest budowlą, w której różnice znajdują miejsce, by się wzajemnie podtrzymywać.
Pył na twarzy, radość w sercu
Źródła franciszkańskie podkreślają radość Franciszka — nie radość wygodną, lecz taką, która potrafi śpiewać pośród wysiłku.
Nie znaczy to, że nigdy się nie męczył. Jego ciało przeszło już chorobę, więzienie i niedostatek. Słońce, chłód, bolące mięśnie i głód były rzeczywiste. Radość nie usuwała zmęczenia; nadawała mu kierunek.
Dawniej Franciszek zużywał siły, próbując zdobyć podziw. Teraz pod koniec dnia mógł spojrzeć na fragment muru i wiedzieć, że ktoś znów będzie miał miejsce do modlitwy.
Efekt nie musiał nosić jego imienia.
Istnieje szczególne szczęście w robieniu czegoś użytecznego, czego być może nikt nie sfotografuje. Sprzątanie bez przypominania. Układanie książek dla następnej osoby. Przygotowanie jedzenia. Naprawienie krzesła. Posadzenie drzewa, którego cieniem nacieszy się ktoś jeszcze nienarodzony.
Świat pozostaje żywy dzięki niezliczonym takim pracom.
Więcej niż jeden mały kościół
Po San Damiano Franciszek odnowił inne kaplice w okolicy. Źródła wymieniają kościół św. Piotra, a następnie Matki Bożej Anielskiej, małą Porcjunkulę.
Porcjunkula znaczy mniej więcej „mała cząstka”. Kaplica należała do benedyktynów z góry Subasio i była opuszczona. Franciszek ją naprawił i głęboko pokochał.
Tam później na nowo zrozumie Ewangelię o posłaniu uczniów. Tam przybędą towarzysze. Tam zacznie się braterstwo. I w pobliżu tego miejsca, wiele lat później, poprosi, aby w chwili śmierci położono go na ziemi.
Budowla, która wydawała się mała, stanie się kolebką duchowej rodziny rozproszonej po całym świecie.
Franciszek nie wiedział tego, układając pierwsze kamienie.
Prawie nigdy nie widzimy przyszłości ukrytej w wiernej pracy.
Proroctwo wyśpiewane w San Damiano
Podczas pracy w San Damiano, według wczesnej tradycji, Franciszek zapowiadał po francusku, że zamieszkają tam święte kobiety i będą wielbić Boga.
Wiele lat później św. Klara z Asyżu i jej pierwsze towarzyszki uczynią odbudowany kościół swoim domem. Miejsce połamanych kamieni stanie się przestrzenią modlitwy, odwagi i kobiecego braterstwa.
Ta część historii dopiero nadejdzie. Na razie wystarczy zauważyć coś pięknego: Franciszek wznosił mury dla ludzi, których jeszcze nie znał.
Służba często oznacza przygotowanie miejsca na czyjeś przybycie.
Nauczyciel przygotowuje lekcję przed wejściem uczniów. Rodzina urządza pokój dziecka, które dopiero ma się urodzić. Ktoś buduje podjazd z myślą o osobach, których być może nigdy nie zobaczy. Każda gościnność zaczyna się, zanim otworzą się drzwi.
Ubóstwo nie oznaczało niedbałego brudu
Franciszek kochał prostotę, lecz prostota nie jest zaniedbaniem. Naprawiał kościoły właśnie dlatego, że ubogie miejsca także zasługiwały na troskę.
Nie pragnął luksusu, by imponować. Pragnął godności, by przyjmować ludzi.
Ta różnica jest ważna. Możemy wydawać wiele, aby pokazać bogactwo, i nadal nikogo nie przyjąć. Możemy mieć mało środków i pięknie troszczyć się o to, czym się dzielimy.
Kwiat w szklance, czysty stół, starannie wykonana łata albo uważnie zapisane słowo mówią: „Jesteś ważny”.
Sztuka franciszkańska nie rodzi się z nadmiaru. Rodzi się z patrzenia na to, co proste, aż odkryjemy w tym światło.
Kiedy zaczął odbudowywać siebie
Wraz ze zmianą murów odbudowywał się także Franciszek.
Kamień uczył go cierpliwości. Proszenie — pokory. Przyjmowanie pomocy — wdzięczności. Praca — wytrwałości. Niezrozumienie przez innych uczyło go nie zależeć od oklasków.
Być może było to jedno z ukrytych znaczeń wezwania w San Damiano. Chrystus nie dał Franciszkowi zadania jedynie po to, aby otrzymać naprawiony kościół. Zadanie stało się szkołą, w której przemieniał się sam budowniczy.
Tak dzieje się również z nami. Opiekując się kimś, uczymy się kochać. Gdy uczymy się z dyscypliną, umysł nie tylko przyjmuje informacje: uczy się wytrwałości. Gdy przepraszamy, odbudowujemy nie tylko przyjaźń, ale także uczciwość we własnym wnętrzu.
Dobre dzieło pracuje również nad tymi, którzy nad nim pracują.
Budowa na dziś
Nie musisz wznosić kamiennej kaplicy. Wiele małych ruin czeka na troskę:
- kąt domu, z którego wszyscy korzystają, a nikt go nie porządkuje;
- zapomniany ogród;
- przyjaźń osłabiona przez zaniedbanie;
- uszkodzona książka, którą nadal można naprawić;
- umiejętność mogąca pomóc wspólnocie;
- zmęczona osoba niosąca wszystko sama.
Wybierz coś możliwego i poproś o wskazówki, zanim zaczniesz. Gest franciszkański nie musi być ogromny. Musi być prawdziwy.
Być może inni nawet go nie zauważą. Pył może pokryć twoje ubranie. Zadanie może potrwać dłużej, niż się wydawało.
Mimo to kamień położony z miłością nigdy nie jest tylko kamieniem.
Złoty pył warsztatu
Spraw, by kamień zapamiętał światło.
Wybierz małą pracę, którą twoje ręce mogą dziś rozpocząć. To, co zwyczajne, lśni, gdy ofiaruje się to z troską.
Światło nie spadło gotowe z nieba: czekało wewnątrz pracy.
Dla tych, którzy chcą pójść głębiej
Źródła do tego rozdziału
- Tomasz z Celano i zebrane źródła franciszkańskieWczesne teksty o odnowieniu San Damiano i pierwszych kościołów.
- Święty Franciszek, odnowiciel kościołówOpis zbierania kamieni, samej pracy oraz zapraszania miejscowych ludzi.
- Kaplica Matki Bożej AnielskiejFranciszkańska historia Porcjunkuli, trzeciej kaplicy odnowionej przez Franciszka i kolebki braterstwa.
Źródła stwierdzają, że Franciszek osobiście pracował przy odbudowie. Nie podają pełnej listy pomocników ani technik; rozdział przedstawia sceny współpracy jako wiarygodne wyobrażenie, a nie udokumentowany fakt.
Nota historyczna: opracowania różnią się co do kolejności i dokładnego położenia niektórych kościołów. Najbardziej rozpowszechniona tradycja przedstawia San Damiano, kościół św. Piotra i Matki Bożej Anielskiej — Porcjunkulę — jako trzy kaplice odnowione przez Franciszka, zanim braterstwo w pełni się uformowało.

