Brama Gubbio zamyka się przed nadejściem nocy.
Wewnątrz murów zapach drewna na opał miesza się z wonią mokrej wełny. Za nimi droga znika pomiędzy nagimi drzewami. Ktoś mówi, że słyszał warczenie. Ktoś inny przysięga, że widział obok drogi dwa wielkie ślady łap. Nikt nie chce samotnie przechodzić przez ciemne pola.
Wtedy Franciszek wychodzi przez bramę.
Tak zaczyna się jedna z najbardziej ukochanych opowieści o jego życiu: spotkanie z wilkiem z Gubbio. Dzieci słuchają jej od stuleci. Malarze wkładali łapę zwierzęcia w dłoń świętego. Kaznodzieje widzieli w niej obraz pokoju.
Pod tymi obrazami kryje się jednak pytanie: kiedy po raz pierwszy opowiedziano tę historię?
Nie wiemy. Ta luka nie niszczy opowieści. Czyni ją starszą, bardziej ludzką i bardziej tajemniczą.
Co wiemy
Gubbio istnieje naprawdę. Jego kamienne ulice wspinają się po zboczu wzgórza w Umbrii, niedaleko Asyżu. W czasach Franciszka miasto miało mury, pola, stada oraz otaczające je lasy. W średniowiecznych Włoszech żyły również wilki. Dla pasterzy i podróżnych nie były stworzeniami z książek: mogły napadać na zwierzęta gospodarskie i budzić strach.
Franciszek był rzeczywiście związany z tym miastem. Tomasz z Celano, jego pierwszy biograf, napisał w 1228 lub 1229 roku, że na początku swego nawrócenia Franciszek dotarł do Gubbio niemal nagi. Dawny przyjaciel dał mu prostą tunikę. O tej wizycie mówi źródło spisane bardzo blisko czasu życia Franciszka.
Wiemy również, że Franciszek traktował zwierzęta jako stworzenia Boga. W jego pismach słońce, wiatr i woda zostają nazwane braćmi i siostrami. Najwcześniejsze żywoty opisują spotkania z ptakami, jagniętami i innymi stworzeniami. Pełne szacunku spotkanie ze zwierzęciem nie brzmi więc obco w pamięci franciszkańskiej.
Celano nie opowiada jednak historii wilka. Nie ma jej także w innych ważnych żywotach z XIII wieku, na przykład w Żywocie większym Bonawentury. Żaden znany dokument z czasów Franciszka nie wspomina o układzie między nim, wilkiem i mieszkańcami Gubbio.
To nasz pierwszy pewny grunt: miasto i obecność w nim Franciszka należą do udokumentowanej historii; słynne spotkanie należy do tradycji spisanej później.
Opowieść, która do nas dotarła
Według Kwiatków świętego Franciszka ogromny wilk siał postrach w okolicy Gubbio. Napadał na zwierzęta i ludzi. Mieszkańcy wychodzili uzbrojeni jak na bitwę, a mimo to bali się przekraczać bramę miasta.
Franciszek odczuł współczucie. Wyruszył z kilkoma braćmi, lecz kiedy oni się zawahali, poszedł dalej sam. Wielu mieszkańców patrzyło z oddali. Wilk pobiegł ku niemu z otwartą paszczą; Franciszek uczynił znak krzyża i nazwał go „bratem wilkiem”.
Święty nie udawał, że nic się nie stało. W opowieści gani zwierzę za wyrządzone zło. Potem dostrzega drugą część historii: wilk działał z głodu. Proponuje układ. Zwierzę przestanie krzywdzić, mieszkańcy będą je karmić, a ludzie i psy nie będą go ścigać.
Tekst zmienia porozumienie w publiczną uroczystość. Wilk pochyla przed ludźmi głowę i wkłada łapę w dłoń Franciszka jako znak obietnicy. Potem przez dwa lata mieszka pośród domów, karmiony przez mieszkańców. Kiedy umiera ze starości, miasto go opłakuje, bo jego obecność przypominała wszystkim dobroć świętego.
To doskonale zbudowana krótka opowieść: strach, wyjście z miasta, spotkanie, osąd, odkrycie głodu, układ i pamięć. Ta doskonałość przypomina również, że czytamy literaturę religijną, a nie protokół miejski.
Gdzie pojawiła się ta historia
Najstarsza znana forma pisana znajduje się w rozdziale 23 Czynów błogosławionego Franciszka i jego towarzyszy, czyli Actus beati Francisci et sociorum eius. Ten łaciński zbiór powstał w Marchii Ankońskiej, prawdopodobnie między latami dwudziestymi a czterdziestymi XIV wieku.
Franciszek umarł w 1226 roku. Od jego śmierci do znanego zapisu wydarzenia minęło więc ponad sto lat. Tekst może zachowywać wcześniejsze ustne wspomnienie. Nie potrafimy jednak prześledzić go od jednego opowiadającego do następnego aż do bezpośredniego świadka.
Pod koniec XIV wieku, pomiędzy około 1370 a 1390 rokiem, anonimowy autor toskański przełożył na język ludowy i wybrał znaczną część Actus. Zbiór stał się znany jako Kwiatki: bukiet krótkich opowieści o Franciszku i jego towarzyszach. Wilk pojawia się w rozdziale 21.
Kwiatki nie miały być współczesną biografią ze sprawdzonymi dokumentami i datą każdej sceny. Były opowieściami pobożnościowymi. Chciały pokazać, jaki rodzaj życia rozkwita, gdy Ewangelię traktuje się poważnie. Łączyły stare wspomnienia, nauki, obrazy biblijne oraz sposób, w jaki franciszkanie XIV wieku rozumieli swojego założyciela.
Historyk może kochać tę księgę, a równocześnie pytać, skąd pochodzi każdy kwiat.
Wyobraźmy sobie drogę opowieści, zanim trafiła na pergamin. Brat opowiada ją w refektarzu, gdy deszcz uderza o dachówki. Pielgrzym zabiera ją do innego domu. Po latach kaznodzieja wykorzystuje ją na miejskim placu i wybiera szczegóły, które pomogą słuchaczom zrozumieć pokój. Kiedy kopista zanurza wreszcie pióro w atramencie, może otrzymywać nie jeden głos, lecz wiele.
Nie czyni to tradycji bezużyteczną. W średniowieczu znaczna część pamięci wędrowała przez mowę, kazania i liturgię. Nie możemy jednak odtworzyć całej drogi ani z pewnością stwierdzić, które szczegóły były obecne na początku. Rękopis pokazuje punkt, w którym łańcuch stał się dla nas widoczny — niekoniecznie punkt, w którym się zaczął.
Co mogło się zmienić po drodze
Historia opowiadana przez sto zim nie pozostaje nieruchoma. Jeden głos dodaje bramę miasta. Inny pamięta psy. Kaznodzieja podkreśla głód. Kopista układa porozumienie w obietnicę złożoną przed wszystkimi.
Może jakieś zwierzę naprawdę przeraziło okolicę. Może Franciszek uspokoił mniejsze zagrożenie, które pamięć później powiększyła. Może połączyły się różne opowieści: wizyta Franciszka, niebezpieczny wilk i kazanie o pokoju. A może scena od początku powstała jako franciszkańska przypowieść.
Wszystkie te możliwości są hipotezami. Żadna nie stała się dowodem.
Czasem twierdzi się, że „Wilk” był w rzeczywistości przydomkiem rozbójnika albo brutalnego przywódcy. Pomysł dobrze pasuje do przesłania pojednania, lecz żaden znany średniowieczny dokument nie wskazuje takiej osoby. Powtarzanie go jako historycznego rozwiązania jedynie zastąpiłoby jedną tajemnicę zbyt pewnym siebie wymysłem.
Nie możemy też traktować późniejszych obrazów, nazw miejsc czy przedmiotów otaczanych czcią w Gubbio jak współczesnych zapisów. Pokazują siłę pamięci miasta. Same nie dowodzą, jak opowieść się rozpoczęła.
Ważny jest również rozwój literacki. W najstarszych historiach o zwierzętach Franciszek rozpoznaje w nich dobroć Stwórcy. W opowieści o wilku z Gubbio zwierzę uczestniczy w czymś przypominającym ludzki proces prawny: zostaje oskarżone, wysłuchane, nakarmione i przyjęte do wspólnoty. Łapa w dłoni służy jako żywa pieczęć.
Prawdziwy wilk nie podpisuje umów. Ten gest należy do języka opowieści. Właśnie dlatego trwa w pamięci.
Co ta opowieść może znaczyć
Wilk z Kwiatków wyrządza krzywdę. Ludzie także przygotowują broń. Franciszek staje między dwoma lękami, nie nazywając żadnej strony potworem.
Najpierw chroni ludzi. Potem pyta, czego potrzebuje zwierzę. Głód nie usuwa zniszczenia, lecz zmienia odpowiedź. Pokój wymaga dwóch obietnic: wilk nie będzie napadał, a miasto nie pozostawi go głodnym ani nie urządzi na niego polowania.
Średniowiecznemu czytelnikowi wilk mógł przypominać zagrożenia lasu, wrogów, a nawet biblijne obrazy zła. Nam może przypominać każdy lęk, któremu nadajemy groźną twarz. Żadna interpretacja nie powinna jednak zamknąć opowieści w jednej klatce.
Może mówić o stworzeniu: ludzie nie są jedynymi właścicielami świata. O sprawiedliwości: prośba, by ktoś przestał krzywdzić, wymaga także zajęcia się głodem, który karmi przemoc. O polityce: wystraszone miasto potrzebuje odwagi, by zastąpić polowanie zobowiązaniem. Może też mówić o samym sercu, w którym jedna część bywa przerażona, a druga gotowa gryźć.
Te odczytania pomagają zrozumieć, dlaczego opowieść przetrwała. Nie dowodzą, że spotkanie odbyło się dokładnie tak, jak je zapisano.
Co pozostaje tajemnicą
Nie wiemy, czy istniał jeden konkretny wilk. Nie znamy pierwszego opowiadającego. Nie wiemy, czy wspomnienie przeszło przez pokolenia, czy brat z Marchii stworzył narrację zdolną zebrać prawdy o Franciszku w jednej scenie.
Nie możemy ogłosić cudu za udowodniony. Tekst jest na to o wiele za późny. Nie możemy również z pewnością nazwać go fałszywym: brak we wczesnych źródłach nie dowodzi, że za tradycją nie kryło się żadne wydarzenie.
Droga pozostaje.
Franciszek idzie bez broni. Ludzie patrzą z murów. Wilk nie jest demonem o płonących oczach, lecz głodnym, niebezpiecznym, żywym zwierzęciem. Pomiędzy nimi jest dość odległości na strach i dość miejsca na wybór.
Może w tym kryje się sekret. Historia nie mówi jedynie, że Franciszek oswoił wilka. Mówi, że całe miasto musiało nauczyć się karmić to, co wcześniej chciało tylko zniszczyć.
O zmroku brama Gubbio znów się zamyka. W środku nikt nie wie, czy usłyszy następne warczenie. Teraz jednak strach ma pytanie:
czy można zawrzeć pokój, nie zaprzeczając ranie — i nie zabijając na zawsze tego, kto ją zadał?
Ślady na pergaminie
Źródła tej historii
- Actus beati Francisci, rozdział 23 — kapucyniPortugalskie tłumaczenie najstarszej znanej łacińskiej formy opowieści o wilku.
- Kwiatki świętego Franciszka, rozdział 21 — WikisourceXIV-wieczny tekst włoski, który nadał wydarzeniu najbardziej rozpowszechnioną formę.
- „Francesco d'Assisi” — słownik biograficzny TreccaniKrytyczne omówienie datowania żywotów, Actus i Kwiatków.
- „Fioretti di san Francesco” — Enciclopedia ItalianaWprowadzenie do gatunku pobożnościowego, przekładu Actus i legendarnego charakteru zbioru.
- Tomasz z Celano, Żywot pierwszy — Franciscanos.orgPierwsza biografia zapisuje podróż Franciszka do Gubbio, lecz nie spotkanie z wilkiem.
- The Wolf of Gubbio: or, How a Franciscan Legend Is Created — Uniwersytet Ca’ Foscari w WenecjiWspólne studium poświęcone lukom, przemianom i wspomnieniom, które ukształtowały legendę.
Jak czytamy źródła: odróżniamy udokumentowaną obecność Franciszka w Gubbio od późniejszej opowieści o wilku. Hipotezy pozostają hipotezami; pomysł „rozbójnika zwanego Wilkiem” nie jest przedstawiany jako fakt, a cudu nie ogłaszamy ani za dowiedziony, ani za obalony.

